deSaussure
deSaussure.blog.interia.pl
Notki
2009-11-10 come back...
ciezko sie zaczyna po takiej przerwie...

1. moge sie juz podpisywac jako mgr, chociaz po tej uczelni pozostal mi bardziej niesmak, niz jakis sentyment. chociaz za miastem tesknie, czasami bardzo. ale to bardziej wyidealizowany obraz z racji pobytu na obczyznie, gdybym tam teraz pojechala, zapewne po 2 dniach wlaczylby mi sie maxymalny wkurw ... 

2. "moje" aktualne miasto jest piekne, chociaz metro mnie meczy, a snobizm co zamozniejszych mieszkancow (czyli wiekszosci) przeraza ... ale daje rade.

3. kierunek studiow pieknie wygladal na stronie w necie, niby jest ok, ale i nie jest ok, oczekiwalam czegos innego, aczkolwiek nie bede wydawala wiazacych opinii po niespelna miesiacu studiowania. ludzie jak ludzi, jedni draznia mniej, drudzy bardziej, a ja juz chyba nie mam ochoty na integracje, dlatego tradycyjnie juz przyjelam role outsidera... bo nie lubie smiac sie z zeczy niesmiesznych i udawac, ze cos mi sie podoba, skoro jest inaczej. 

4. pociesza mnie fakt, ze nie tylko mi jesien daje sie we znaki... ciagle bym spala, nic mi sie nie chce, a zycie jakos przywalilo mnie swoim ciezarem, a analizy slusznosci mojej decyzji tym bardziej. moze trzeba bylo zostac w Polsce i isc do roboty w koncu, a nie zyc z kolejnych stypendiow... dupa, jest jak jest, w koncu to tylko 2 lata. najwyzej kiedys sobie powiem - lata 25-27 mojej egzystencji moge uznac za porazke na calej linii

5. a jak sobie zmienilam miasto na nk, to dostalam zaskakujaco duzo zaproszen od ludzi z mojego rodzinnego miasta, co zapewne tylko czekaja, zeby zablokowana galeria stala sie dla nich odblokowana...rany, pewnie mysla, ze zobacza mnie tam z jakims starym dziadkiem z Bawarii w skorzanych spodenkach i beda mogli obrabiac cztery litery na calego... syf

6. syfem okazalo sie takze wesele sierpniowe, na ktorym mialam okazje sie bawic (?)... jako pierwsi opuscilismy impreze, bo najgorzej kiedy panstwo mlodzi chca na sile, zeby bylo jak w 'dynastii'... umeczylam sie tylko, a na dodatek panstwo mlodzi sie troszke nadasali, ze za malo dostali do koperty, bo mysleli, ze im sie wesele zwroci... dobrze, ze ja nie mam weselnych zapedow. konkubinat tudziez wolny zwiazek na obecna chwile mi nie przeszkadzaja.

7. i tak mi smutno, bo chlop moj dzisiaj juz wrocil do siebie, i tak siedze sama w tym mieszkaniu, i tak pusto i smutno, dlatego zagluszam cisze cola, orzeszkami w skorupkach (zjadlam), wielka micha spagetti (zjadlam), spekulatiusem z migdalami (jem) ... 

spokojnego swietowania jutrzejszego swieta, dla mnie to normalny roboczy, a raczej studyjny.
 
2009-06-22
mam taka kolezanke dosyc bliska. kiedys byla moja najwieksza konkurencja na roku i draznila mnie okrutnie, ale pozniej jakos nam tak wyszlo, ze my podobne mamy 'poglady' itd. w kazdym badz razie bylysmy dosyc blisko.
owa kolezanka byla na stypendium w rajchu, tak jak ja, tyle, ze w innym miescie i poznala tam sobie takiego niemca. na poczatku wielka love i w ogole, srata ta ta bedzie miala meza niemca i wszyscy zazdroscic beda ... bo ona taka byla, zesraj sie a pokaz sie, co to nie ty i jaka ty jestes super i w ogole (no w tym to sobie nie podpasowalysmy...). i tak po tej wielkiej love byly i rozstania burzliwe i powroty i ja jezdzilam ja pocieszac i troche przywolac do porzadku. bo gostek, ok, nie znam osobiscie, ale z tego wynika , ze jest niestabilny. raz ma max dola i nie wychodzi z domu, a potem wpada w euforie i jest po prostu cudownie. ale generalnie to wiadomo bylo: Ty jestes laska z polski, tak ze posluszna byc musi - istny paradoks, bo owa kolezanka wydawala sie byc silna charakternie. w maju sie obronila, za jakis czas miala robic praktyki w ambasadzie. pamietam jeszcze, jak poszlysmy na spacer kolo opery i wbijam do lba, ze skonczyla studia, ze jej marzenia sie spelniaja, ze jeszcze tyle przed nia, zeby sobie dala spokoj z gostkiem, bo on nawet nie mial sily, zeby napisac prace licencjacka. ok, pojechala do tego berlina, miala mieszkac u niego jakis czas. mieszkala tydzien, to przez ten czas skapil jej na jedzenie, nie mowil o ktorej wroci, wylaczal telefon i generalnie olew. no to sie rozstali. no to ja mowie, ze spoko, zeby sie zajela ta ambsada skoro jest zadowolona i w ogole pieknie ladnie. tydzien pozniej - ona jest w ciazy. jak mi powiedziala, to sie poczulam jakbym ja conajmniej w niej byla. tak sobie pomyslalam, ja pierdole, koniec zycia. debilny chlop, kasa na wymarciu, rodzice mieszkaja na wsi i miodu tez tam nie maja, a ona takie miala plany. zawsze chciala wszystkim pokazac. no to pokazala. i wez tu czlowieku cos wymysl - raz mowi jej, ze sie zajmie dzieckiem, teraz mowi, ze on nie ma sily i ze ma usunac. ona nie usunie, bo to oczywiste, przynajmniej dla mnie, no i dla niej chyba tez. za tydzien te jej praktyki sie koncza, to prosze, przyjedz do poznania, pojdziemy do lekarza, dam ci na wizyte kase, na bilet tez, jak nie chcesz wziasc ty, to niech to bedzie prezent dla dziecka. nie, nie przyjedzie, bo ona nie zniesie powrotu tutaj i tego, ze popelnila taki blad zadajac sie z takim czlowiekiem.
i na wszystkie propozycje jest na nie: do poznania, chociaz na troche - nie.do rodzicow na tydzien - nie. co chcesz robic - nie wiem, nie mecz mnie. to mnie w tym momencie krew zalewa i zaczynam myslec, ze ona specjalnie to robi, zeby mnie rozbic w trakcie pisania pracy i zalatwiania studiow w rajchu, bo jest zazdrosna , ze dostalam stype ... a ona nie, bo nawet nie wyslala wniosku, bo sie zajmowala tym leszczem w czasie jego 'czarnych' nastrojow. 
 
juz kurde nawet mi sie nie chce o tym myslec... i wez tu czlowieku badz madry i pomoz ...
2009-06-07 Grypa, czyli flu ;)
no, mam grype, jem gripexa i inne ferwexy pije a w pokoju cuchnie czosnkiem, bo wspollokatorka przed chwila pochlonela jakiegos fast fooda ... na zdrowie jej ;) i bidna mysli, ze tablety na odchudzanie jej pomoga, ale - cokolwiek ... its not my business

tydzien temu bylo absolutorium mego Lubego, ladna uroczystosc, chociaj jego magnificencja troche przynudzal i traktowal zgromadzonych jakims wzruszajacym przemöwieniem, ktore jakos mnie nie przekonalo. rodzice marcinowi przyjechali, milo bylo, dobry obiad byl.kurde, tylko ta mama jakas taka za mila, az mnie to krepuje, bo moja nigdy mnie nie przytulila, ba, nie powiedziala, ze sie cieszy, ze przyjechalam, czy cos w tym guscie. a ta wrecz przeciwnie - zabciu do mnie mowi (kurde:/), taka przytulinska. no nic, dobrze, ze za czesto nie przyjezdzaja.

potem w nocy tak sobie probowalam pomyslec, ale jak tu myslec o czym kolwiek, kiedy:

a) lodowka buczy
b) wspollokatorka chrapie
c) sasiadka zza sciany sie sexi z facetem i dosyc ekspresyjnie wyraza swöj entuzjazm :/

takie to sa uroki akademika.
we wtorek egzamin, nie wiem, jak ja to ogarne w takim stanie. pocieszam sie faktem, ze chyba za cos mialam te oceny , to i takie egzam dam rade?

i niedlugo trzeba zaczac walke z wnioskami emigracyjnymi. monachium jako priorytet i berlin jako rezerwa. a no obaczym. do monachium ciezko sie dostac, ale kierunek mi odpowiada. do berlina niby latwiej, ale bede sie babrac w nudnym göwnie. no ale cos trzeba wybrac, inaczej moje stypendium lzami i potem okupione w niwecz pojdzie ... a strata 'takich' pieniedzy bylaby moja prywatna porazka.

trzymajcie kciuki we wtorek, zaczynam o 8 ;)

 
2009-05-24 Sonntag
czasami sie zastanawiam, czy gdybym podjela kilka innych decyzji, bylabym szczesliwsza, a moze w ogole szczesliwa, bo w tym obecnym motlochu nawet nie mam czasu poczuc, czy to jest szczescie ... w kazdym badz razie nie jest zle ... czesto sni mi sie moj byly licealno-policealny ... sama pewnie to przyciagam, bo czesto mysle, jak by to bylo i jak kiedys bylo. tyle , ze w tych snach robie jedna powtarzajaca sie czynnosc: biegne do jego pokoju i sprawdzam, czy ma jeszcze ramy z moimi zdjeciami. no i wczoraj mi sie wysnilo: ma, ale na kazdym zdjeciu mam wydrapana glowe. ciekawe czy byloby mi latwiej, gdybym wiedziala, ze mi wybaczyl ... tyle, ze juz doroslam do tego, ze ja na jego miejscu bym nie wybaczyla.
co za porazka w obliczu wesela, na ktorym i on i ja bedzie .... i moj obecny bedzie .... nic , tylko taki melodramat z serii "na sciezkach zycia" ...
2009-04-14 po swietach
swieta jak swieta, stypa na maxa, w moim domu juz niczego innego sie nie spodziewam ... dzisiaj musze troche dojsc do siebie i bedzie w miare ok.
chcecie sie posmiac? a prosze bardzo, tylko zrobie malutki prolog: spotykam sie z pewnym marcinem, öw marcin studiuje sobie historie, nie wadzi generalnie nikomu, pisze sobie swoja prace mgr., przygotowuje sie do doktoratu, generalnie spoko koles. zabralam go ktöregos weekendu do domu, co by sobie chlopak odpoczal od duzego miasta, powdychal troche wiejskich zapaszkow i sie zaczelo pieklo ... ojciec wpadl w szal, mama, ktöra generalnie zawsze za ojcem zostala juz ideologicznie odpowiednio wyszkolona, no i wczoraj, zebym nie mogla wyjechac spokojnie to zaczyna sie rozmowa na szczycie: ja, ojciec, mama. argumenty ojca :

1. ten czlowiek jest chudy, czy to ty musisz sie nim opiekowac, czy twoim celem jest to, aby akurat przy tobie przytyl?

2. jest napewno zakompleksiony, nie pozwoli ci nigdzie wyjsc, ani zakladac sukienek, bo bedzie zazdrosny ... taki czlowik z pewnoscia bedzie cie bil i terroryzowal

3. ten czlowiek glupio sie smieje, wydaje mi sie, ze jest chory psychicznie, albo uposledzony ( dodam, ze marcin ma taki sam indeks jak ja, zoltych paieröw nie ma, mgr. pisze tak jak inni, na wyröwnawcze nie uczeszcza ...)

4. jest z toba tylko dla pieniedzy, napewno cie ograbi ...

5. nie ma jaj, to facet bez ikry

6. historyk? historycy sie nigdy nie bede liczyli, a on nie ma nic ciekawego do powiedzenia

7. dobry chlopak to taki, o ktörego trzeba sie bic, o ktörego walczy kilka kobiet, a ten to taki odrzut ... oczy masz chyba w dupie

8. jak juz musisz z kims spac, to moze z kims porzadnym, a nie z takim czlowiekiem, przeciez to jakis pajac ... (zebym ja chociaz z nim spala ... )

ok, wystarczy, w koncu to möj ojciec, nie bede go szkalowac ... tylko czuje sie tak przerazliwie smutna, wszystko mnie boli, jakby mnie czolg przewalcowal 10 razy . w tym momencie wypadaloby zalaczy zdjecie mojego ojca, ktöry - absolutnie nie chce go obrazac - jest lysym grubasem ... bezczelnym, chamskim lysym grubasem, ktöry tylko siedzi w fotelu i oglada tvn24, terroryzuje matke, ktöra tylko ciagle placze i wpada w histerie ...

sil mi brak
2009-04-06 der Frühling
kolejny Frühling w poznaniu, ktöry przechodzi mi kolo nosa ... magister sie tworzy, dosyc opornie i pod duza, bardzo duza presja czasu ... promotorka mi ciagle jeczy, ze to nie ma byc dysertacja, ale kompresji danych niestety nie potrafie zrobic ...  ani kompresji ksiazek, bo zgromadzilam dosyc pokazny zasöb literatury, jako, ze musze udowodnic, ze jestem oczytana. laska ode mnie z seminary ma 8 na calego magistra ... nie wiem, nie znam sie ... ja mam 15-20 na jeden dzial .... tylko sztuka jest teraz to tak zwinnie i zgrabnie upchnac, zeby gniot nie powstal ...

na pismo z rajchu czekam jak na wyrok, do konca kwietnia maja podobno czas, chociaz oni zawsze maja czas ... co ich obchodzi, ze ja juz wszystkie paznokcie zjadlam

stwierdzam, ze moja wspöllokatorka z akademika jest zdrowo pierdolnieta: pomijajac fakt, ze nie rozmawiamy ze soba od stycznia (ani slowem, na nie wiem ilu metrach2 akademikowego pokoju), to laska zamiast przysiasc nad magistrem, to ciagle oglada te same odcinki 13 posterunku ... czujecie klimat, dzien w dzien, i siedzi przed tym swoim jebanym pc-tem i oglada, i je i oglada, i oglada i je, no i spi. ale jak oglada, to sie tak chamsko glosno smieje, ze ciagle siedze w stoperach, spie w stoperach, w ogöle zyje w stoperach ... albo puszcza sobie U2 i poguje na srodku pokoju, przy czym spiewa ... ja tam nikomu nie bronie, ale laska nie zna angielskiego zupelnie i przeinacza wyrazy, tworzy sobie taki wlasny piesniowy angielski ... i tak sobie siedze na lözku i zagladam czasami znad laptopa i tylko pomysle : nein, das kann nicht wahr sein :/

no, a teraz ide pobiegac, kiedys trzeba wyjsc z tego domu wariatöw :)

2009-01-31 powroty ....
taki jakis weltschmerz mnie ogarnal ... bylam na rozmowie, na ex lubuszanin wydalam, pözniej w drodze powrotnej na tlk starosta wydalam, suma sumarum möj budzet ucierpial znacznie po wycieczce do wawy ... a rozmowa? Untergang, totalny Untergang ... znacie to "juz byl w ogrödku, juz wital sie z gaska ... "? no, to ja tez juz bylam tu i tam, wizje mialam nieziemskie i hujnia chyba, przynajmniej w tym ksztalcie ...


zwiazek raz lepiej raz gorzej, chlopak niby dobry, no ok, dobry, tylko, ze mi czegos brakuje, jakos mi zle, a nawet mu nic nie möwie, bo co mu powiem, ze nie wiem, dlaczego mi z nim jakos zle ... bo sranie w banie o milosci itd. to nie wszystko, ze latanie po bulki codziennie to nie wszystko, ze smarowanie mi pryszczy "zmeczeniowych" pasta cynkowa to nie wszystko ... tylko, ze ja nawet nie wiem, czym jest szerokopojete WSZYSTKO ... ktos wie moze? bez krepacji, wszelkie rady wskazane...

i magisterka, i niezdane testy i kolejna konferencja (tym razem wrocek, co mnie cieszy), kolejny wniosek o stype, kolejny wniosek o socjalne, kolejne to, kolejne tamto, a ja czuje, ze mi sie tak juz nie chce ... ucieklabym sobie gdzies ...
2008-11-24 hmmm
dziwne sprawki, a moze i nie? poczulam sie wzglednie spokojna, möj nowy zwiazek, lub nowa znajomosc kielkuje, a ja juz nie jestem glöwnym sprawca wszystkiego, generalnie staram sie dystansowac, to on bedzie za mna *biegal*, nie ja za nim ... smieszne to takie, juz dawno nie mialam chlopaka tak na miejscu, tak blisko, tak na pietrze wyzej:) kurde, chaotycznie mi sie strasznie pisze ... a i marzenia sie czasami spelniaja, bo mi sie zawsze tak marzylo, zeby byc kiedys z kims, kto bedzie ze mna chodzil na msze do Dominikanöw na 21 :) i tutaj juz nawet sama prosic nie musze, bo to moje nowe religijne jest i samo proponuje, czy moglibysmy sobie wieczorowa pora do kosciola pomknac :) tak milo jest, tylko kurde, tak mi glupio, bo to taki chudzielec, a ja do takowych nie naleze:/ i jak mnie wczoraj wzial na rece, to tylko odmawialam zdrowaski, co by mu dysk nie wypadl ;) a jak caluje to tak fajnie, tak ... no tak fajnie ... ok, koniec :) zaczyna sie robic milo generalnie, a ja postanowilam dac sobie, jemu szanse ... i nie myslec o tym wszystkim co bylo kiedys ...
2008-11-19 ...
no, sie skonczy zanim sie zaczelo ... moge poprzeklinac? jasne, ze moge, to moj blog ... pierdole takie uklady, ja nie chce byc juz nigdy wiecej dodatkiem rozrywkowym do czyjegos zycia ... co to kurde za mizianie , glaskanie, co to ma do huja byc? nieee krew mnie zaleje na taki swiat i takich cieci... i pomyslec, ze ja pomyslalam, ze moze cos jednak ten teges sobie dac szanse... wez kobieto ty sie zapisz na terapie, potrzebna ci jak nic innego ...
2008-11-11 noooo , noooo
wybralam sobie czcionke sporawa, co by wypowiedz podkreslic, a mianowicie: möj kolega z akademika/möj uczen z korköw sie we mnie ten teges, sama nie wiem jak to nazwac, bo nazywac tego nie potrafilam nigdy ... no sie chlopak zauroczyl mowiac krotko ... a dzisiaj mi tak poprawil grzywke, ze myslalam, ze zemre ... tak wiecie, grzywka mi tak opadla na oczy, a koles mi tak ni stad ni zowad odgarnia wlosy... a pozniej to byl hardzior ... o nie, nie, nie tego typu: poszlismy na spacer, taki dlugi ... co ja wam bede möwic, przerazona jestem i tyle

<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
Księga gości
 
O mnie
deSaussure
Słówko o mnie
Zobacz mój profil
Zobacz serwisy INTERIA.PL